niedziela, 22 stycznia 2012

Gayradar nie działa

Odkąd jestem w Strasburgu mam problemy z rozpoznaniem czy ktoś jest homikiem czy nie. Po mieście chodzą bardzo fajni chłopacy, którzy wydają się być branżowi, często okazuje się jednak, że tak nie jest.  Na szczęście Alzacja ma swój urok - nieważne czy homik czy hetero, tutaj każdy bawi się z każdym, nieistotne jest kto do kogo się przytula, każdy chce być miły i cieszy się, że ma kontakt z różnymi ludźmi.

Pierwszą imprezą, na której byłem w Strasburgu, to wizyta w klubie Jimmy's Bar: kameralny, przytulny klub. Tam pierwszy raz przekonałem się o otwartości Alzatczyków. Chłopak ubrany w biały elegancki sweterek świętował wspólnie ze swoimi przyjaciółmi. Z początku wydawało się, że sposób, w jaki tańczy i to jak przytula się do swoich kolegów, definiowało go jako homika. Przekonałem się później, że jego specyficzne dla mnie zachowanie nie jest niczym nadzwyczajnym. A przecież nie był to klub dla homików. Mimo wszystko miałem wielką ochotę na kontakt z chłopakiem w białym sweterku. Długo nie czekałem, o dziwio dzięki jego inicjatywie.

Spotkaliśmy się w toalecie... Pewnie macie już zboczone myśli :-P Tylko rozmawialiśmy. Pytał się skąd jestem. Usłyszawszy, że z Polski, od razu wspomniał o Euro2012. Lubi piłkę nożną. Nie spędziliśmy dużo czasu przy sikaniu.

Klub nie jest duży, zresztą jak wszystkie w Strasburgu, i mogłem obserwować mojego ulubieńca podczas całego pobytu u Jimmiego. Byłem tam z przyjaciółką, więc poszliśmy na 'parkiet' tańczyć. Wtedy ja i moja przyjaciółka doznaliśmy bliskiego spotkania z chłopakiem w białym sweterku. Muzyka porywała do tańca, naszego przystojniaka tym bardziej. Stanął pomiędzy nami, złapał nas za ramiona i zaczęliśmy kankana w trójkę. Sympatycznie! Wieczór niestety musiał się kiedyś skończyć. Szkoda, że już więcej go nie spotkałem. Mam nadzieję, że może jednak jeszcze na niego wpadnę... W końcu Strasburg nie jest takim dużym miastem.

Wczoraj znowu byłem na imprezie z przyjaciółmi. Tym razem w klubie w sercu Strasburga. Java okazała się być miejscem pełnym gorących młodych ciach. Moja polska przyjaciółka podsumowała tuż przed wyjściem pod koniec imprezy, że było to "gay party". Myślę, że jest w tym jakiś sens. Pierwszym homikiem, który wyrwał się do tańca na podwyższonym podeście, oświetlonym przez rozmaite światła, byłem oczywiście ja. Ale szybko dołączyło do mnie grono kolejnych napaleńców. Ale to był dopiero początek. Najciekawsze, i najbardziej gorące, działo się w momencie kulminacyjnym imprezy. Pięć gorących ciasteczek - młodych chłopców z niebiańskimi ciałami - ściągnęło koszulki. Zaczęli tańczyć, a ich twarze i wyrzeźbione ciała iluminowały niczym w świetle gorącego letniego słońca. Nic dziwnego, że tej nocy śnili mi się przystojni i seksowni mężczyźni. Niestety nie zdradzę, co działo się w tych snach, bo nie byłaby to już zwykła opowieść z życia.


Pobyt tu jest niesamowity. Nie mogę się doczekać kolejnych wydarzeń. Oby były same pozytywne. Aha! W języku francuskim pojawiło się nowe słowo - (un) homik [czyt. omik] - oficjalnie używane w Strasburgu :-P A zdjęcia z imprezy będą dostępne na stronie Javy, a będzie, co oglądać :-D

2 komentarze(y):

  1. Hej.
    Czytam twojego bloga - jest bardzo fajny
    dodaj swoje zdjęcie

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło mi :-) Dziękuję! Moje zdjęcia są na drugim blogu 'NEMEZJA'. Miłego oglądania!

    OdpowiedzUsuń