środa, 16 maja 2012

Prezent z Flamandii

Przerąbane jest być gejem! Spotykasz niesamowitego faceta, ale tak naprawdę masz nikłe szanse, żeby się z nim ustawić. No dobra! Mogę się umówić na kawę i pogadać, bo jest sympatyczny dla każdego. Jednak sam nie wiem jak jest; ciężko stwierdzić czy ciągnie go choć trochę do facetów. Jak już kiedyś wspomniałem we Francji mój gayradar nie działa. Ponadto, jego zachowanie spowodowało, że w ogóle zacząłem myśleć, iż mogę mieć jakiekolwiek szanse.

Wszystko zaczęło się od spotkania organizacji studenckiej. Tam, przy wspólnym stole śmialiśmy się przy piwie i rozmawialiśmy z przeróżnymi osobami na przeróżne tematy. I on do nas dołączył. Od razu zwróciłem na niego uwagę - zachwycił mnie jego uśmiech :-) Usiadł koło mnie! Zaczęliśmy rozmawiać, byłem zafascynowany jego błyskotliwością, mądrością i lekkością, z jaką się porozumiewał. Jednak nie tylko ze mną. Inni odnieśli takie samo wrażenie. OK. Stwierdziłem: po prostu jest niesamowicie sympatycznym człowiekiem i z każdym potrafi rozmawiać... Chociaż po tym jak spojrzał na mnie po pożegnaniu, zwątpiłem.

2 dni później jedziemy do Stuttgartu na Frühlingsfest (święto wiosny). W autobusie siedzę z przyjaciółką z Rumunii, ale przede mną usiadł kto? To oczywiste! Niezmiernie mnie to ucieszyło. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, mimo wszystko trzymał się w grupie, w której byłem również ja. Było w niej dużo osób, z którymi dość dużo wcześniej rozmawiał, więc w sumie nie dziwie mu się dlaczego nam towarzyszył. Trochę dziwnie się czułem, bo cały czas był gdzieś obok i ciągle się na niego gapiłem. Nawet w muzeum Porsche ciągle miałem go przed oczyma.

W miejscu, gdzie odbywało się samo Frühlingsfest było najlepiej :-) Przy piwie, tańcach, karuzelach mnie samemu zakręciło się w głowie i czułem się jak w niebie: wszyscy uśmiechnięci, a obok mnie on ze swoim błyskotliwym uśmiechem i radością obcowania z ludźmi, których tak naprawdę niedawno poznał.

Świętowaliśmy do wieczora, później trzeba było wrócić do domu, do Strasburga. Tym razem nie usiadłem blisko niego. Mimo wszystko wyglądałem do niego przez całą drogę. Miałem wrażenie, że i on czasem mnie wyglądał. Serio! To nie tak, że widziałem to, co bym chciał widzieć. Naprawdę myślałem i nadal myślę o całej sprawie 'na trzeźwo' i jedyna rzecz, która skłania mnie do tego, by myśleć o nim w taki sposób jak w tej chwili, to jego wzrok w moim kierunku. Taki sami jak, kiedy wysiadłem z autobusu i mu pomachałem i on odmachał zza okna. Wzrok zdziwienia, że to już koniec podróży, a mnie nie ma już w autobusie...

sobota, 10 marca 2012

Coś jeszcze

W samotności jak dziecko
płaczę, łzy po policzkach spływają
ni bez powodu ni bez ładu,
spływają na ziemię
a ta czerpie z nich życie

Tak teraz, kiedy pragnę
Twych ramion
i oczu wpatrujących się
w cień mojej duszy,
nic jak czekać samotnie
i w ciszy nie pozostaje

poniedziałek, 5 marca 2012

Przygoda w przestworzach

Od wczoraj jestem już u siebie. Lecz podróże, których doświadczyłem w ostatnim czasie były niesamowite, a szczególnie ta, którą chcę teraz opowiedzieć. Otóż 29 lutego wracałem samolotem z Dusseldorf do Bazylei. Lot nie trwał długo, bo około 40 minut, ale w tym czasie mogłem zawiesić oko na dwóch fajnych facetach. Jeden jest stewardessem i z tym leciałem nawet w tamtą stronę. Zauważyłem, że rozmawia ze szczególną sympatią z jednym z pasażerów. Od czasu do czasu obserwowałem ich zachowanie. Nie byłem sam, bo i ten pasażer z uwagą mnie obserwował. Spoglądał na mnie z błyskiem w oku. Nie mogłem nie odwzajemnić tegoż gestu. Uśmiechnąłem się z nieco zawstydzoną miną i wysiadłem z samolotu tuż po wylądowaniu. Wpadliśmy na siebie ponownie przy wyjściu z terminalu. Nie znałem lotniska, więc byłem zmieszany nie mogąc znaleźć wyjścia. Tym razem zaczepił mnie, wskazując mi drogę do wyjścia. Podziękowałem mu i zaczęliśmy rozmawiać, wychodząc z lotniska. Czekał na mnie nawet, kiedy służba szwajcarska sprawdzała czy nie jestem terrorystą.

Bohater mojej opowieści ma na imię Leonardo, pochodzenia argentyńskiego, ale Szwajcar, który mieszka w Bazylei. Wymieniliśmy się numerami telefonów i oznajmiłem mu, że na pewno dam mu znać jak będę w Bazylei, ponieważ było oczywiste, że odwiedzę to miasto, mieszkając tak blisko. 2 dni później wsiadłem do autobusu i pojechałem do Szwajcarii. Dałem znać Leonardowi, że mogę się z nim spotkać. Tak też się stało. Poszliśmy do jego mieszkania, które jest usytuowane w samym sercu. Niesamowity widok, zwłaszcza, że sprzyjała pogoda. Atmosfera była równie przyjemna. Usiadłem w fotelu, a po chwili Leonardo wstał z łóżka i podszedł do mnie. Stojąc, zaczął mnie dotykać delikatnie po twarzy. Spytałem się co robi i w tym momencie przestał mnie głaskać. Nie mówię, że nie było to przyjemne, ale chciałem najpierw nawiązać z nim znajomość, a takie ruchy raczej do tego nie prowadzą. Spytał się mnie czy zatem nie chcę się zabawić. Odpowiedziałem, że nie chcę. Położył się na łóżku, a ja tuż obok niego. Zacząłem się wpatrywać w jego oczy. Rozmawialiśmy...

Jest bardzo miłym chłopakiem, ale żałuję, że zależało mu tylko na seksie. Nie chciał mnie nawet bliżej poznać. Przeżył już wiele jednorazowych przygód, więc nie żałuję, że z nim tego nie zrobiłem. Jednak mam bardzo miłe wspomnienia związane ze spotkaniem z Leonardem. Całując go na pożegnanie, wyszedłem z uśmiechem na twarzy i wróciłem do domu.

niedziela, 22 stycznia 2012

Gayradar nie działa

Odkąd jestem w Strasburgu mam problemy z rozpoznaniem czy ktoś jest homikiem czy nie. Po mieście chodzą bardzo fajni chłopacy, którzy wydają się być branżowi, często okazuje się jednak, że tak nie jest.  Na szczęście Alzacja ma swój urok - nieważne czy homik czy hetero, tutaj każdy bawi się z każdym, nieistotne jest kto do kogo się przytula, każdy chce być miły i cieszy się, że ma kontakt z różnymi ludźmi.

Pierwszą imprezą, na której byłem w Strasburgu, to wizyta w klubie Jimmy's Bar: kameralny, przytulny klub. Tam pierwszy raz przekonałem się o otwartości Alzatczyków. Chłopak ubrany w biały elegancki sweterek świętował wspólnie ze swoimi przyjaciółmi. Z początku wydawało się, że sposób, w jaki tańczy i to jak przytula się do swoich kolegów, definiowało go jako homika. Przekonałem się później, że jego specyficzne dla mnie zachowanie nie jest niczym nadzwyczajnym. A przecież nie był to klub dla homików. Mimo wszystko miałem wielką ochotę na kontakt z chłopakiem w białym sweterku. Długo nie czekałem, o dziwio dzięki jego inicjatywie.

Spotkaliśmy się w toalecie... Pewnie macie już zboczone myśli :-P Tylko rozmawialiśmy. Pytał się skąd jestem. Usłyszawszy, że z Polski, od razu wspomniał o Euro2012. Lubi piłkę nożną. Nie spędziliśmy dużo czasu przy sikaniu.

Klub nie jest duży, zresztą jak wszystkie w Strasburgu, i mogłem obserwować mojego ulubieńca podczas całego pobytu u Jimmiego. Byłem tam z przyjaciółką, więc poszliśmy na 'parkiet' tańczyć. Wtedy ja i moja przyjaciółka doznaliśmy bliskiego spotkania z chłopakiem w białym sweterku. Muzyka porywała do tańca, naszego przystojniaka tym bardziej. Stanął pomiędzy nami, złapał nas za ramiona i zaczęliśmy kankana w trójkę. Sympatycznie! Wieczór niestety musiał się kiedyś skończyć. Szkoda, że już więcej go nie spotkałem. Mam nadzieję, że może jednak jeszcze na niego wpadnę... W końcu Strasburg nie jest takim dużym miastem.

Wczoraj znowu byłem na imprezie z przyjaciółmi. Tym razem w klubie w sercu Strasburga. Java okazała się być miejscem pełnym gorących młodych ciach. Moja polska przyjaciółka podsumowała tuż przed wyjściem pod koniec imprezy, że było to "gay party". Myślę, że jest w tym jakiś sens. Pierwszym homikiem, który wyrwał się do tańca na podwyższonym podeście, oświetlonym przez rozmaite światła, byłem oczywiście ja. Ale szybko dołączyło do mnie grono kolejnych napaleńców. Ale to był dopiero początek. Najciekawsze, i najbardziej gorące, działo się w momencie kulminacyjnym imprezy. Pięć gorących ciasteczek - młodych chłopców z niebiańskimi ciałami - ściągnęło koszulki. Zaczęli tańczyć, a ich twarze i wyrzeźbione ciała iluminowały niczym w świetle gorącego letniego słońca. Nic dziwnego, że tej nocy śnili mi się przystojni i seksowni mężczyźni. Niestety nie zdradzę, co działo się w tych snach, bo nie byłaby to już zwykła opowieść z życia.


Pobyt tu jest niesamowity. Nie mogę się doczekać kolejnych wydarzeń. Oby były same pozytywne. Aha! W języku francuskim pojawiło się nowe słowo - (un) homik [czyt. omik] - oficjalnie używane w Strasburgu :-P A zdjęcia z imprezy będą dostępne na stronie Javy, a będzie, co oglądać :-D