Wszystko zaczęło się od spotkania organizacji studenckiej. Tam, przy wspólnym stole śmialiśmy się przy piwie i rozmawialiśmy z przeróżnymi osobami na przeróżne tematy. I on do nas dołączył. Od razu zwróciłem na niego uwagę - zachwycił mnie jego uśmiech :-) Usiadł koło mnie! Zaczęliśmy rozmawiać, byłem zafascynowany jego błyskotliwością, mądrością i lekkością, z jaką się porozumiewał. Jednak nie tylko ze mną. Inni odnieśli takie samo wrażenie. OK. Stwierdziłem: po prostu jest niesamowicie sympatycznym człowiekiem i z każdym potrafi rozmawiać... Chociaż po tym jak spojrzał na mnie po pożegnaniu, zwątpiłem.
2 dni później jedziemy do Stuttgartu na Frühlingsfest (święto wiosny). W autobusie siedzę z przyjaciółką z Rumunii, ale przede mną usiadł kto? To oczywiste! Niezmiernie mnie to ucieszyło. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, mimo wszystko trzymał się w grupie, w której byłem również ja. Było w niej dużo osób, z którymi dość dużo wcześniej rozmawiał, więc w sumie nie dziwie mu się dlaczego nam towarzyszył. Trochę dziwnie się czułem, bo cały czas był gdzieś obok i ciągle się na niego gapiłem. Nawet w muzeum Porsche ciągle miałem go przed oczyma.W miejscu, gdzie odbywało się samo Frühlingsfest było najlepiej :-) Przy piwie, tańcach, karuzelach mnie samemu zakręciło się w głowie i czułem się jak w niebie: wszyscy uśmiechnięci, a obok mnie on ze swoim błyskotliwym uśmiechem i radością obcowania z ludźmi, których tak naprawdę niedawno poznał.
Świętowaliśmy do wieczora, później trzeba było wrócić do domu, do Strasburga. Tym razem nie usiadłem blisko niego. Mimo wszystko wyglądałem do niego przez całą drogę. Miałem wrażenie, że i on czasem mnie wyglądał. Serio! To nie tak, że widziałem to, co bym chciał widzieć. Naprawdę myślałem i nadal myślę o całej sprawie 'na trzeźwo' i jedyna rzecz, która skłania mnie do tego, by myśleć o nim w taki sposób jak w tej chwili, to jego wzrok w moim kierunku. Taki sami jak, kiedy wysiadłem z autobusu i mu pomachałem i on odmachał zza okna. Wzrok zdziwienia, że to już koniec podróży, a mnie nie ma już w autobusie...



